I powleczem korowód, smęcąc ujęte snem grody,
W bramy bijąc urnami, gwizdając w szczerby toporów,
Aż się mury Jerycha porozwalają jak kłody,
Serca zmdlałe ocucą - pleśń z oczu zgarną narody...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dalej - dalej - -
(C.K.Norwid „Pamięci Bema żałobny Rapsod”)
Półtora roku temu kiedy zakładaliśmy serwis www.pekin2008.dt.pl nie przewidywaliśmy, że na sześć miesięcy przed olimpiadą w Tybecie wybuchnie najkrwawsza od dwudziestu lat rewolta, a mimo to nie będzie żadnego pomimo w sprawie igrzysk nadziei, pokoju i siły ludzkiego ducha, żadnych ale, nic. Przewidywaliśmy, że sprawa Tybetu będzie zamiatana cichcem pod dywan, przycinana, wyciszana, że będzie się udawać, że jej nie ma, nie było. Rzeczywiście tak się zdarzyło ale chyba jeszcze nigdy krew zamiatana pod dywan nie była tak demonstracyjnie czerwona i jaskrawa, dawno nie zostawiała tak wyraźnych smug na posadzce, nie lepiła się do mioteł demaskując narzędzia i posługujących się tymi narzędziami zamiataczy świata.
Przyzwoici ludzie czuli się w obowiązku chociażby czegoś nie robić, na przykład nie oglądać igrzysk. Niewiele, ale zawsze coś. Politycy czuli się w obowiązku coś tam wybąkać a Krzysztof Hołowczyc poczuł się obiektem nagonki i w proteście przeciwko naciskom rodaków powiedział, że znicza olimpijskiego nie poniesie. Niewiele, ale zawsze coś. Zarazem w sieci pojawiło się wiele okazjonalnych serwisów, blogów, inicjatyw, pomysłów. Jednym z nich był pomysł Tomka Pietrzaka, poety, żeby stworzyć serwis „Wiersz dla Tybetu”. Chodziło o gest solidarności ze strony środowiska literackiego. Dla młodego poety brak jakiejkolwiek reakcji środowiska literackiego na wydarzenia z wiosny 2008 roku w Tybecie, było czymś, co nie mieściło mu się w głowie.
Z drugiej strony komu się jeszcze mieści w głowie poezja zaangażowana, poeta dla kogokolwiek poza sobą, poza wąskim kręgiem znajomków z kanapy, środowiska, kumpli, sitwy? Może jednak środowisko, które zacznie się budować na nowo, czy chociażby na chwilę dla innego, obcego, nie okaże się – jak często bywa – czymś między potwarzą a obelgą. Zacznie coś znaczyć?
Słowo powinno budzić, psuć komfort. W tym sensie nasz serwis jest kontynuacją www.pekin2008.dt.pl – ma psuć dobry nastrój. Jednak chyba zmądrzeliśmy, czyli zrozumieliśmy nasze ograniczenia. Nie stworzymy serwisu informacyjnego, bo nie jesteśmy dziennikarzami, ale za to możemy tworzyć coś innego – centrum opinii i wymiany myśli, ośrodek który będzie gromadził wokół siebie krople, kondensował mgławice w większe chmury. Może nawet spadnie z tego jakiś deszcz, mżawka.
Na razie jest trzech poetów dla Tybetu, ale jesteśmy przekonani że z czasem będzie nas więcej, a gdy Tybet stanie się wolny – nadal będzie dość w świecie drutów kolczastych, żeby o nich mówić.
Słowo trudniej jest oszukać niż nutę, obraz. Słowo znaczy coś i trudno mu wmówić, że znaczy co innego.
Słowo ma prawo do znaczenia. Tybet i Tybetańczycy mają prawo do wolności.
Radek Wiśniewski