„Al is quiet in New Year’s Day
A world in white gets underway
[…]
Under blood-red sky
A crowd has gathered in black and white
The newspapers says
Say it’s true, it’s true
And we can breaktrough”
(U2 , New Year’s Day)
Dobrą lub złą informacją ( w zależności od punktu widzenia) jaką chcemy się z wami podzielić jest ta, że wygląda na to, że nasza akcja chwilę jeszcze potrwa. Mimo rozlicznych trudności wynikających z organizacyjnej i formalnej słabości a także ataków wirusów na witrynę (skąd one, no skąd?), które mamy nadzieję przezwyciężać, patronujące nam „Stowarzyszenie Żywych Poetów” oraz redakcja pisma literackiego „Red.” postanowiły kontynuować wspólnie z nami akcję „poeci dla tybetu” w roku 2012. Nie wiemy jeszcze jakimi metodami, bowiem rok 2010 nauczył nas, że niezwykle trudno jest równoważyć koszty i efektywność naszych działań.
W roku 2010 roku udało nam się stosunkowo niewielkim kosztem wydać w nakładzie 2000 egzemplarzy plakat poetycki z wierszami zebranymi w czasie akcji. Plakat wraz z numerem 12 pisma literackiego „Red.” był w sprzedaży w sieci dystrybucji „Ruch’. „Garmond” oraz „Empik” a także w sklepie internetowym przy serwisie www.poezja.polska.art.pl. Pod adresem - - znajduje się także ebook stworzony przez Annę Juchnowicz z wrocławskiej ASP. W kwietniu 2010 roku wspólnie ze Stowarzyszeniem Żywych Poetów zorganizowaliśmy w Brzegu w ramach konfrontacji literackich „Syfon” kilku dniowy mikrofestiwal literacko-muzyczny „Poeci dla Tybetu”. W ramach tej imprezy oraz kilku następnych zebraliśmy łącznie 2000 złotych które wpłaciliśmy na konto akcji „Niewidzialne Kajdany” prowadzonej przez Stowarzyszenie „Studenci dla Wolnego Tybetu” oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka. Nie udała się nam akcja „Autograf dla Tybetu” bowiem książki z autografami podarowane nam przez autorów wystawione na aukcjach w serwisie Allegro z jakichś względów nie osiągały nawet cen nominalnych. Uznaliśmy zatem, że trzeba tę część akcji wstrzymać i wymyślić dla nich jakieś lepsze spożytkowanie. No trudno, nikt nie jest geniuszem i nie trafia od razu w dziesiątkę. Oprócz tego jednak samo hasło, zawołanie pokazywało się w różnych miejscach i przy różnych okazjach od Krakowa po Białystok. Jeszcze nieśmiało i trochę mimochodem, ale o to też nam chodziło. Żeby akcja „Poeci dla Tybetu” miała bardziej wymiar permanentny, żeby był to wirus, który zaraża przypadkowo nawet zetknięte osoby, niż, żeby to była akcja z silnym centrum. Prędzej czy później takie silne centrum potrzebuje powodów aby się samo uzasadniać i znika z pola widzenia pierwotny powód, naturalny odruch, który był na początku. Chcemy być blisko tego, co było na początku. Starym czy nowym – wszystko jedno.
Na tym nowym początku chodzi nam o kilka rzeczy:
Po pierwsze chodziło o pokazanie że środowisko literackie jest zdolne do zaangażowania w cokolwiek poza własnymi, wewnętrznymi sporami, konfliktami. To także wyzwanie artystyczne – jak opowiedzieć sobie coś ważnego o świecie po lekcji Brulionu, postmodernizmu tak, żeby być dalej serio ale nie popaść w śmieszność i karykaturę. Literatura, poezja od wielu lat tego nie robiła, unikała. Ostatnio trochę próbuje, ale czy akurat tam gdzie naprawdę jest to nośne, potrzebne? Być może obok nawoływań do literatury zaangażowanej społecznie ze strony środowisk lewicujących, warto też o nią się upomnieć z pozycji nieco innych, mniej kojarzonych z bieżącym sporem politycznym, bliżej tzw. niezmienników.
Po drugie chcieliśmy dokonać próby uświadomienia sobie własnej sprawczości w sprawach pozornie wielkich lub odległych – jeżeli tak marginalna grupa jak poeci cokolwiek może zrobić to tym bardziej mogą powstawać inne inicjatywy w grupach bardziej sprawczych, mniej marginalnych. Zresztą nie tylko dla Tybetu i nie tylko poeci. Chodzi o sianie inspiracji, roznoszenie wirusa. Świat nie jest skończoną konstrukcją, w każdym razie nie wydaje się aby nią był i wszystko jedno z jakich pozycji, warto robić coś (wszystkiego i we wszystkich sprawach i tak się nie uda), aby bilans „za” i „przeciw” temu świat lepiej się równoważył. Tak długo jak ludziom wybija się zęby za krytykę władzy– każdy ma coś do zrobienia. Jeżeli są zatem „Poeci dla Tybetu” to czemu nie niech powstają wędkarze przeciwko głodowi w Sudanie i kolejarze dla Wolnej Białorusi. Tym samym odpieramy zarzut, że zajmujemy się Tybetem gdy tymczasem w Polsce dzieci nie mają co jeść. Zajmowanie się wszystkim oznacza zajmowanie się niczym. Niech każdy rozpozna swojego świra.
Po trzecie zależy nam na wymiarze informacyjnym. Jak się okazuje kwestia wolności i praw człowieka w Tybecie, w Chinach czy w ogóle na świecie nie jest wcale oczywista i wymaga nadal debat, rozmów, dyskusji. Odzew na naszą akcję nie zawsze był pozytywny a nie brakowało też wypowiedzi powołujących się na argument, iż kwestia praw człowieka jest wewnętrzną sprawą Chin ( a zatem także wewnętrzną sprawą Rosji, Białorusi, Stanów Zjednoczonych, Sudanu). Całkiem niedawno pusty fotel w czasie wręczenia pokojowej nagrody Nobla w Oslo i reakcje na te nieobecność na świecie, ale przede wszystkim w komentarzach jakie odezwały się w Polsce – były wymownym znakiem tego, że wcale nie jest tak iżby rok 1989 cokolwiek przebudował w zbiorowej świadomości. Sami mając darowaną wolność wypowiedzi łatwo zapominamy, jako społeczeństwo, że brak tej wolności jest dotkliwy i bolesny nie tylko gdy dotyczy Białorusina, Ukraińca, ale po prostu człowieka. Że nie jest prawdą że istnieją jakieś szczególne drogi, w ramach których można zaakceptować aresztowanie żony za to tylko że poślubiła niesłusznego męża i nie ma ludzi, którzy lubią knut i więzienne kraty. Prawa człowieka – nigdy dość przypominania o tym – są uniwersalne i niezbywalne, dotyczą każdego człowieka nie dlatego, że ten płaci podatki, jest miły, lub grzeczny ale dlatego, że rodzi się jako osoba ludzka. Kropka.
Po czwarte wreszcie – chodzi nam o wymiar praktyczny, materialny – chcemy żeby nasza akcja przynosiła konkretne korzyści tym dla których ją prowadzimy. Nie chodzi tylko o podtrzymywanie zainteresowania sprawą Tybetu i praw człowieka bo sami Tybetańczycy mogą z tego niewiele mieć. Stąd nasze zachęty – także własny przykład – do wspierania akcji „Niewidzialne Kajdany” prowadzonej przez Helsińską Fundację Praw Człowieka i Stowarzyszenie Studenci Dla Wolnego Tybetu. Zdecydowaliśmy wesprzeć tę właśnie akcję ze względu na to, że uznaliśmy, że lepiej jest wspierać tych, którzy robią coś konkretnego od wielu lat, znają teren, uwarunkowania i drogi przerzutu. Każda złotówka wpłacona na tę akcję trafia w formie gotówki do rodzin osób więzionych za przekonania w Tybecie a warto przypomnieć, że nadal mimo tak zwanej postępującej normalizacji, do więzienia w Tybecie można pójść za posiadanie zdjęcia Dalaj Lamy. To tak jakby w Polsce ktoś miał iść do więzienia za powieszenie w domu zdjęcia Papieża. Oczywiście akcji tego typu jest więcej i możliwości wspierania idei i materii Wolnego Tybetu jest więcej i gorąco zachęcamy, aby każdy na swój skromny sposób zechciał pomóc w tej sprawie.
W tym roku zatem chcielibyśmy spróbować wydać, być może rozbudowaną wersję książki-arkusza z roku 2010 tym bardziej, że oprócz głosów wyśmiewających i drwiących otrzymaliśmy sporo głosów wyrażających żal, że termin nadsyłania wierszy był za krótki i niejeden chciałby przyłożyć rękę do powstającej antologii. Pojawili się też chętni do wydania takiej ksiązki niewielkim kosztem lub prawie żadnym co z kolei mogłoby być pretekstem do spotkania na żywo, być może tak jak w 2010 roku w Brzegu a być może w jakimś innym miejscu. Ze spotkań płynie energia a ta z łatwością przeradza się w pomysły i działanie.
Radek Wiśniewski